Marek Krupiński, UNICEF: Świat może być lepszy

Jak wiele dzieci marzy o pójściu do szkoły?

– Szacujemy, że na świecie jest to około 264 milionów dzieci i młodzieży poniżej 17 roku życia.  Najtrudniejsza sytuacja jest w krajach ogarniętych konfliktami. W Liberii to 66 proc. dzieci, w Sudanie – 45 proc., w Nigrze – 38 proc., a w Nigerii 34 proc. Bardzo trudna sytuacja jest w Syrii. Proszę wyobrazić sobie, że jest pani mieszkającą w Aleppo dziewczynką, siedzi w szkolnej ławce, a na budynek szkoły spada nagle bomba… Wśród gruzów leżą koleżanki, koledzy. Takie doświadczenia pozostawiają w człowieku głęboką ranę. W budowanych przez nas szkołach potrzebni są nie tylko nauczyciele, ale też psycholodzy.

Po co to robicie?

– Co jakiś czas ktoś zadaję to pytanie. A ja mam przed oczami obraz sprzed dziesięciu lat. Byliśmy w Sierra Leone w zachodniej Afryce. Kraj zrujnowany przez wojnę domową, mnóstwo ofiar… A w nim chłopiec, który miał wtedy nie więcej niż 13 lat. Praktycznie sam na świecie. Widział, jak mordowano jego najbliższych, sąsiadów. Niewyobrażalna tragedia dla tak młodego człowieka. Zwrócił moją uwagę, bo mimo tych przeżyć nie było w nim złości, chęci zemsty. Mówił: “mam szczęście, że żyję”, cieszył się, że może chodzić do organizowanej przez nas szkoły, że chce wykorzystać swoją szansę. Zapytałem go, kim chciałby zostać, jak dorośnie.

Co odpowiedział?

– Że chciałby zostać prawnikiem. Tam, na miejscu, w swoim kraju. Dopytywałem, dlaczego, czy chciałby mieszkać kiedyś za granicą, lecz pokręcił głową i powiedział: „chcę zostać, bo tutaj łamane jest prawo, ktoś musi zaprowadzić porządek”. Nie pamiętam imienia tego chłopca. Dziś ma 23 lata,  być może już nawet kończy studia. Mogę mieć tylko nadzieję, że jest cały i zdrów.

Aż połowa mieszkańców Afryki nie potrafi czytać i pisać. Dla porównania: w Europie mamy jedynie 3, a w Polsce 1 proc. analfabetów.

– Szkoła to często po prostu namiot lub miejsce pod drzewem. Bywają takie miejsca – w Czadzie, na północy Kenii – w których do szkół przyciąga ludzi… woda. Każdy region ma swoją specyfikę, np. tam zakładamy szkołę, a pewnego dnia nikt do niej nie przychodzi… Okazuje się, że rodziny przeniosły się w inne miejsce.

Dla nas to szok.

– W tamtym rejonie Afryki koczowniczy tryb życia jest praktykowany od wieków. Jeszcze większym szokiem jest poziom świadomości. Uniwersalną lekcją dla dzieci z praktycznie każdego miejsca na świecie pogrążonego w chaosie jest… mycie rąk. Opowiadamy, dlaczego trzeba to robić, o chorobach zakaźnych. Potem dzieci wracają do domów, do rodziców i przekazują dalej to, czego się nauczyły.

konferencja prasowa warszawa ccc team unicef marek krupiński

 Jesteśmy w uprzywilejowanej sytuacji, siedzimy teraz w wygodnych fotelach, nie zdajemy sobie sprawy, jak ogromne tragedie dzieją się w innych częściach świata.

 – Dlatego tak ważne są akcje, które zwracają oczy świata w kierunku potrzebujących. W ostatnich tygodniach możemy śledzić zmagania drużyny kolarskiej CCC Team, ubranej w charakterystyczne pomarańczowe stroje (w barwach tytularnego sponsora – potentata branży obuwniczej – CCC), które dodatkowo są opatrzone logiem UNICEF. Każdy przejechany kilometr to dolar na nasze działania. Niewiele? W jednym sezonie kolarze przejadą aż 600 tys. kilometrów. Już za jednego dolara można wiele kupić np.: dwa podręczniki lub 34 ołówki. Za 100 tys. dolarów można wybudować szkołę na Madagaskarze.

Jak wyglądają szkoły, które budujecie?

– Wśród gruzów starego miasta Aleppo ustawiliśmy szkoły kontenerowe, łączone przychodnią – to miejsca, do którego można przyjść po pomoc. Staramy się w ten sposób dać dzieciom namiastkę tego, co utraciły. Kiedyś odwiedziliśmy jedną ze szkół, aż  tu nagle nad naszymi głowami rozlegają się serie wystrzałów z karabinu maszynowego. Zaczęliśmy wycofywać się do najbliższych ruin, tak jak zaleca instrukcja. Mówiąc “zaczęliśmy” mam na myśli dorosłych, bo kilkuletnie dzieci pobiegły w stronę, z której słychać było strzały.

Z ciekawości?

– Trudno odgadnąć, co dzieje się w młodych głowach, które widziały tak niewyobrażalne zbrodnie, utraciły swój dom, perspektywy. Możemy mówić wręcz o “straconym pokoleniu”. Musimy tam jeździć i pomagać, a przede wszystkim edukować.

Czego uczą się dzieci w Aleppo?

– Program dostosowany jest do ich wiedzy, potrzeb. U nas dzieci zaczynają edukację od alfabetu. A tam, na pierwszej lekcji, nauczyciele pokazują zestaw tablic z instrukcjami, co robić, jak się zobaczy minę. Uczą się, jak się poruszać po zrujnowanym mieście… Ta wiedza może im uratować życie. Są też lekcje dla starszych dzieci i młodzieży, podczas których można wyłapać wiele talentów, m.in. informatycznych. Robimy, co w naszej mocy, by uczniowie mieli możliwość dalszej edukacji.

Czy szkoła jest w stanie przywrócić dzieciństwo?

– Miejsce dzieci nie jest na ulicy, wśród żołnierzy, w pracy. Każde dziecko potrzebuje do prawidłowego rozwoju edukacji. Szkoła daje poczucie stabilności, namiastkę normalności i pomaga radzić sobie z traumą. Mimo tragedii i niepewnej przyszłości, te dzieci mają zupełnie naturalne dla ich wieku zainteresowania. Lubią się bawić, kochają piłkę nożną. Kiedyś pojechaliśmy do obozu dla uchodźców syryjskich w Jordanii z Robertem Lewandowskim – to było przeżycie! Nie możemy naprawić świata, ale pomagając dzieciom sprawiamy, że jest choć odrobinę lepszy. Radość dzieci jest dla nas sygnałem, że to, co robimy, ma swój cel.

Powiązane artykuły