View Article View Article

Czekamy już na kolejną edycję konkursu #CCCTeamFan

Uważam, że to był świetny pomysł, który warto kontynuować. Możemy ludziom przybliżać kolarski świat zza kulis – mówi Sławomir Błaszczyk z ekipy CCC Team, który opiekował się gośćmi podczas ich wizyt w trakcie Giro d’Italia, Tour de France i Vuelta a España. Chętnych przybywało z każdą edycją konkursu #CCCTeamFan, a do wygrania były nie tylko wyjazdy, ale też koszulki teamowe oraz bidony.

Jak pan ocenia trzy edycje konkursu, w którym kibice mogli wygrać bidony, koszulki, a przede wszystkim możliwość odwiedzenia kolarzy ekipy CCC podczas trzech wielkich tourów, czyli Giro d’Italia, Tour de France i Vuelta a España?

Najważniejsze, że goście doświadczyli czegoś wyjątkowego. Myślę, że ich opinie i to w jaki sposób przeżywali cały wyjazd, jak odbierali drużynę i kolarską atmosferę oraz całą otoczkę widzianą z bliska, od drugiej strony, niż z perspektywy telewizora są bardzo wymowne. To nie były sztuczne emocje, bo naprawdę widzieliśmy, jakie wszystko robiło duże wrażenie. Uważam, że to był celny pomysł, który warto rozwijać. Możemy tak kibicom przybliżać kolarski świat zza kulis.

Ten konkurs rósł, co edycja pojawiało się więcej zgłoszeń.

Właściwie należało się tego spodziewać, bo każdy fajny projekt rośnie. Ważne, aby reagować na bieżąco, a wizyty układać tak, żeby to cały czas było interesujące. I myślę, że nam się to udało.

Któraś z wizyt szczególnie zapadła panu w pamięci?

Każdy wyjazd zostawił coś po sobie, każdy gość to osobna historia. Ludzie, którzy wygrali w naszym konkursie byli bardzo różnorodni i każdego zapamiętałem. Był z nami chłopak na wózku inwalidzkim. Spotkał go dramat, bo przed wypadkiem wyczynowo uprawiał siatkówkę plażową, ale był fantastycznie nastawiony do życia. Pełen optymizmu, który nas nim zarażał. Starał się być niezależny i otwarty na świat. Takie spotkania to także nauka dla nas. Mógłbym tak opowiadać długo, bo każdy przywoził swoją historię, ale nie chcę nikogo specjalnie wyróżniać. Siedzieliśmy wieczorami, długo rozmawialiśmy, poznawaliśmy się. Od początku chciałem, żeby to wyglądało tak, by każdy z odwiedzających to wszystko poczuł, nawiązał więź z drużyną i z nami. Udało się, goście przyjeżdżali pierwszego dnia, drugi spędzali z ekipą, a trzeciego wyjeżdżali. Poznawaliśmy się cały czas, zbliżaliśmy się. Każdy opowiadał coś ciekawego, a wszystkich łączyło kolarstwo. Nie wszyscy byli zawodnikami, a jednak wszyscy mieli pasję, która łączy. Teraz tak sobie myślę, że to był taki konkurs, do którego człowiek się szybko przyzwyczaja i od razu czeka na kolejną edycję.

A jak wizyty gości odbierali kolarze?

Też bardzo pozytywnie. Dla nich w trakcie wyścigu najważniejsze jest skupienie, nie ma czasu na rozluźnienie, ale da się to wypośrodkować. Goście spędzali sporo czasu z zawodnikami i ani  nie ingerowali  w ich zajęcia, ani też nie zakłócali spokoju przed wyścigiem.  Wszystko przebiegło zgodnie z planem i oczekiwaniami. Chcemy być ekipą  otwartą na świat i ciekawych nas ludzi.

 

Powiązane artykuły