View Article View Article

Sztuka sprintu według Szymona Sajnoka

„Szczerze mówiąc sprint wygląda na bardziej chaotyczny i niebezpieczny od środka, gdy jesteś w grupie, niż gdy oglądasz go w telewizji. Z helikoptera wszystko „zlewa” się bardziej płynne, a z naszej perspektywy jest jeszcze większe szaleństwo. W wyścigach UCI WorldTour, w których o podium walczy powiedzmy 15 kolarzy, każda ekipa ma jednego lidera i walczą o pozycję dla niego. W mniejszych wyścigach, w których na starcie staje więcej ekip Professional Continental i Continental jest więcej kolarzy, którzy szukają swojej szansy i chcą wmieszać się w walkę. Im więcej ludzi z przodu, tym niebezpieczniej.”

„W końcówce trzeba być w pełni skoncentrowanym, mieć oczy dookoła głowy i szukać luk, w które można wjechać. Trzeba też wybrać właściwy moment, by się przesunąć i rozpocząć sprint. Na ostatnim kilometrze pozostaje już tylko jazda na kole zawodnika przed tobą, najlepiej na kole kolegi z ekipy, a potem musisz znaleźć optymalny moment, by ruszyć. 100 metrów przed kreską, gdy droga przed tobą jest już wolna, pochylasz po prostu głowę i naciskasz na pedały możliwie najmocniej. Nie jest się wtedy zbyt świadomym tego, co dzieje się dookoła. Po prostu jedziesz na maksa. 1000, 500, czy też 300 metrów przed metą cały czas musisz zwracać uwagę na wszystko, ale gdy rozpoczyna się właściwy sprint, liczy się już tylko siła nóg. Słyszysz jedynie, że jest głośno, ale nie jesteś w stanie wyłapać z tłumu, że ktoś woła twoje imię. Wyłączasz wszystkie zmysły i skupiasz się na zadaniu.”

Planowanie przed sprintem 

„Jeśli spodziewany jest sprint z peletonu, to w szczegółach omawiamy na odprawie końcowe kilometry. Dyrektorzy sportowi rozmawiają z nami o rozprowadzeniu – kto, w którym momencie ma wyjść na zmianę i kiedy kolejny ma go zastąpić – oraz o najważniejszych, ostatnich zakrętach i rondach. Sam również dokładnie analizuję książkę wyścigu w pokoju hotelowym i robię wizualizację. Zwykle analizuję ostatnie pięć kilometrów, ale jeśli wyścig kończy się na rundzie i drogi są wąskie, to cofam się nawet i 20 kilometrów od mety. Jeśli nie jesteś dobrze ustawiony do ostatniego skrętu, to praktycznie nie masz szans. Oczywiście, możesz przeskoczyć o kilka pozycji, ale będzie cię to kosztowało dużo energii. Lubię znać finałowe pięć do siedmiu kilometrów w szczegółach.”

„Jest wiele czynników, które wpływają na strategię na dany sprint. Na przykład, jeśli droga jest szeroka i prosta i wieje z przodu, to można poczekać nieco dłużej z przesunięciem się na czoło stawki. Nie ma sensu jechać z przodu i zużywać energię, jeśli możesz zaatakować zza pleców rywali. Jeśli jest wąsko i kręto to musisz być w pierwszych rzędach zdecydowanie wcześniej. W moim przypadku w dużej mierze opieram się o intuicję i nie mam jeszcze wyrobionych schematów, które bym powtarzał w kolejnych wyścigach. Cały czas się uczę i staram się rozgryźć, jakie rozprowadzenie jest dla mnie najbardziej optymalne.”

Przygotowania w czasie wyścigu 

„Lubię rozpocząć sprint „czysty”, bez niczego w kieszonkach. 5-10 kilometrów przed metą biorę ostatni łyk izotoniku i pozbywam się bidonów. Jeśli mam jeszcze jakiś żel, to zjadam go 10-15 kilometrów przed końcem. Opróżnienie kieszonek bardziej działa na głowę, niż faktycznie robi jakąś różnicę, ale lubię przystąpić do finiszu bez niepotrzebnego balastu. 20-30 kilometrów przed metą robię mały stretching, gdyż po kilku godzinach jazdy w tej samej pozycji można zastygnąć. Tuż przed sprintem dopinam klamry w butach.”

To uczucie 

„Jeśli wyjdę z koła, rozpocznę sprint w idealnym momencie i widzę przed sobą otwartą drogę to czuję nabuzowanie. Tak było np. gdy byłem drugi na etapie VOO-Tour de Wallonie. Nadepnąłem mocno na pedały i czekałem tylko aż mi „odetnie prąd”, co stało się 50 metrów przed metą.”

„Gdy jest spora szansa na masowy sprint, przez cały wyścig starasz się zaoszczędzić jak najwięcej energii i potem chcesz ją uwolnić na finiszu. Widzisz kolegów, którzy na ciebie pracują, którzy cię ochraniają, byś mógł przyjechać na kreskę możliwie najświeższy. Chcesz dla ekipy wyrzucić z siebie całą tę nagromadzą energię.”

Praca zespołowa 

„Jeśli chodzi o mnie, to wolę mieć swój własny pociąg niż korzystać z rozprowadzenia innych ekip. Nie jest to jednak łatwe, gdyż w końcówce jest sporo chaosu i nietrudno zgubić koło kolegi. Lubię jechać razem z zespołem możliwie najdłużej, szczególnie wtedy, gdy finiszuje cały peleton. Na finałowych trzech kilometrach nie ma już zbyt dużo rozmów i ustalania, a jeśli są to tylko przez radio i najczęściej to dyrektor sportowy przekazuje nam ostatnie instrukcje. Czasami mogę poprosić kolegów, by na mnie nieco poczekali, jeśli spłynę za bardzo w grupie i potrzebuję pomocy w przejściu na czoło. Wszystko odbywa się wtedy przez radio. Nie krzyczymy do siebie, gdyż wiatr wiejący w uszy uniemożliwia komunikację. Nie usłyszałbym nikogo, kto jechałby dalej niż jeden lub dwa rowery ode mnie.”

Finiszuj szybko, żyj powoli

„Gdy się nie ścigam, lubię grać w szachy i myślę, że mają one sporo wspólnego ze sprintem. Wiadomo, w wyścigu wszystko dzieje się dużo szybciej i szybciej trzeba podejmować decyzje, ale szachy uczą cię przewidywania ruchów rywali i pozwalają ćwiczyć umiejętność logicznego myślenia. Jeśli jakiś zawodnik pojechał tu, to ja jadę tam, szukam innej luki. Antycypowanie pod presją to ważna umiejętność.”

„Można powiedzieć, że bycie sprinterem to dosyć stresujące zajęcie, gdyż wiele się dzieje pod koniec. Niekoniecznie myśli się przy prędkości 60km/h o tym, że można upaść, ale wcześniej, w czasie wyścigu muszę sobie przypominać o tym, by uważać.”

Powiązane artykuły