View Article View Article

Simon Geschke: od kontuzji do worldtourowego podium

Niemiec zadebiutował w pomarańczowych barwach w Volta Ciclista a Murcia i na ostatnich kilometrach pierwszego etapu leżał w kraksie. Geschke co prawda dojechał do mety, ale prześwietlenie wykonane później, wykazało złamanie łokcia. – Czułem, że byłem w formie i na dobrej drodze do tego, aby być odpowiednio przygotowanym na wiosnę. Mogłem sobie wyobrazić zdecydowanie lepszy start w pierwszym wyścigu dla CCC Team – powiedział wtedy Geschke.

Rehabilitacja i powrót do formy zajęły mu niecałe 6 tygodni.  Zawodnik wrócił do ścigania na Volta Ciclista a Catalunya, a jego celem był powrót do rytmu wyścigowego. Niestety, podczas ostatniego etapu rozgrywanego w Barcelonie, Geschke ponownie leżał w kraksie. Miała ona miejsce na zjeździe, gdzie kolarze osiągali prędkość powyżej 70 km/h. Co gorsza – na Niemca upadali wtedy kolejni zawodnicy. Geschke wyszedł z kraksy ze złamanym obojczykiem i pękniętymi czterema żebrami. – Dobra informacja jest taka, że od tego momentu może być już tylko lepiej – mówił tydzień później Niemiec, który zdążył przejść zabieg chirurgiczny na obojczyk.

I rzeczywiście tak było. Geschke zajął trzecie miejsce na trzecim etapie Tour of California, a dwa miesiące później atakował na solo podczas 15. etapu Tour de France, udowadniając tym samym, że wrócił do formy. Zdobył koszulkę dla najlepszego górala na Tour de Pologne, a sezon zakończył udziałem w Il Lombardia.

Po zasłużonej przerwie Geschke rozpoczął sezon 2020 na Santos Tour Down Under. I udział w tym wyścigu był dla Niemca tym nowym otwarciem, które nie nastąpiło w 2019 roku. Gdyby przed startem TDU można było wytypować pierwszą trójkę klasyfikacji generalnej, byłoby mało prawdopodobne, aby znalazł się tam Geschke. Niemiec nigdy wcześniej nie stanął bowiem na podium wieloetapowego wyścigu rangi World Tour. A najlepszy wynik, jaki osiągnął w „generalce” Tour Down Under to 18. miejsce z 2015 roku. Czasami jednak zarówno życie, jak i kolarstwo piszą zaskakujące scenariusze. Tak właśnie było w przypadku Niemca, który rozpoczął ten sezon mocnym uderzeniem, kończąc rywalizację na Tour Down Under na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej.

 

Kiedy brakuje kolarskiego szczęścia

„Na dobre sezon 2019 rozpocząłem w maju, wcześniej miałem kraksy i leczyłem urazy. Tak naprawdę zacząłem czuć się dobrze dopiero podczas Tour de Pologne. Jeśli chodzi o Tour de France, to tam czułem się dobrze przez kilka dni. Jednak po moich dwóch kraksach miałem wrażenie, że pod względem formy mam trochę do nadrobienia. Pierwsza część ubiegłego sezonu była dla mnie zła, dlatego tym milej było rozpocząć ten sezon od trzeciego miejsca w etapowym wyścigu worldtourowym.”

„Kraksy są częścią kolarstwa. Jednak w ubiegłym sezonie ciężko było mi uwierzyć, że miałem aż takiego pecha. Nigdy nie leżałem w dwóch kraksach w tak krótkim odstępie czasu i to jeszcze w wyścigach sześciodniowych. Kraksa podczas wyścigu w Katalonii miała miejsce przy dużej prędkości, wpadło na mnie wtedy wielu zawodników. Dlatego przez długi czas nie czułem się dobrze w peletonie. Okazało się też, że mózg to bardzo ciekawy narząd, wysyłający różne sygnały.

Obawiałem się kolejnej kraksy, zwłaszcza, gdy jechaliśmy szybko.”

Droga do Tour Down Under

„Solidnie przepracowałem zimę i zależało mi, aby dobrze rozpocząć ten sezon. Nie przypuszczałem jednak, że mogę być w takiej formie w styczniu, ponieważ nie wprowadzałem specjalnych zmian w treningu podczas sezonu przygotowawczego. Mocniej trenowałem w grudniu, ponieważ wiedziałem, że zaczynam ściganie w Australii. Przygotowania rozpocząłem w połowie listopada, więc nie miałem zbyt dużo czasu. Co więcej, nie spodziewałem się roli lidera. Miałem przede wszystkim pomagać Paddy’emu Bevinowi. Kiedy okazało się, że Paddy nie pojedzie, byłem jedynym kolarzem w składzie, który mógł powalczyć w klasyfikacji generalnej. Celem było miejsce w top-10 i muszę przyznać, że nie podszedłem do tego planu szczególnie optymistycznie. Oczywiście, ukończenie wyścigu w czołowej dziesiątce byłoby świetne, ale myślałem, że to był mało realny cel. A potem – świetnie czułem się podczas wspinaczki na Paracombe, i jeszcze lepiej, gdy podjeżdżaliśmy pod Willungę. Wszystko poszło idealnie. Zaskoczyłem nawet samego siebie.”

 

 

Presja

„Czułem presję, ale to nie ekipa ją na mnie nakładała, tylko ja sam. To było miłe, że drużyna nie wywierała na mnie presji, ale jeśli jesteś sportowcem – sam ją na siebie nakładasz. Chcesz być dobry, w tym co robisz. Nałożyłem na siebie presję, ponieważ otworzyła się przede mną duża szansa, a kiedy dostajesz taką szansę, to po prostu chcesz ją wykorzystać. Z drugiej strony, jestem też na tyle doświadczonym zawodnikiem, że nie stresuję się za bardzo. Wiedziałem, że dla ekipy nie będzie to koniec świata, jeśli zajmę miejsce poza czołową dziesiątką.”

Gdy nie jesteś faworytem

„Na pewno nie byłem faworytem na Tour Down Under. Zaskoczyłem siebie i innych.

„To wcale nie jest złe, jeśli nie jest się jednym z faworytów. To wręcz ułatwia wykonanie zadania. Gorzej, jeśli jesteś faworytem i nie możesz dowieźć zakładanego wyniku. Dla mnie jest lepiej, jeśli nie uznaje się mnie za faworyta. To styczeń, sezon jest jeszcze długi i wszystko zależy od kolejnych wyścigów. Oczywiście, nie jest łatwo ukończyć Tour Down Under na wysokim miejscu w generalce, ale powtórzę – trzeba pamiętać, że to początek sezonu. Mimo to, ten wynik daje mi dużo pewności siebie. Kiedy spojrzy się na top-10 jest tam sporo naprawdę światowej klasy kolarzy, a część z nich udało mi się wyprzedzić. To naprawdę spora dawka pewności siebie, której nie miałem w poprzednim sezonie.”

 

 

Plany na resztę sezonu

„To doskonały początek sezonu – wiem, że jestem w stanie dobrze pojechać i ukończyć wyścig przed naprawdę mocnymi zawodnikami. Mam nadzieję, że tak samo będzie wiosną. Nie wiedziałem również, że moje występy śledzi tak wiele osób, które cieszą się, że wróciłem do pełni formy. W ubiegłym roku roku otrzymywałem sporo wiadomości, ale jak wiemy – z innych powodów. Teraz są to gratulacje.”

„Chciałbym z dobrej strony pokazać się wiosną. To jest mój cel. Wtedy jest sporo ciekawych wyścigów takich jak Strade Bianche czy Ardeńskie Klasyki. Bardzo lubię Tour of Algarve. Po ściganiu w Australii chciałbym skupić się na trenowaniu, po to, aby być w dobrej formie do końca kampanii wiosennych klasyków, która kończy się ściganiem we Frankfurcie. Po tym, co osiągnąłem w Australii, nie mogę doczekać się reszty sezonu.”

 

📷 Chris Auld

Powiązane artykuły