View Article View Article

Laurens Ten Dam o kolarskiej emeryturze i planach na przyszłość

Dzień przed swoim ostatnim startem, porozmawialiśmy z Laurensem o latach w zawodowym peletonie, planach na przyszłość i radach dla młodych kolarzy. 

Sam początek

Mój pierwszy zawodowy wyścig to był Tour Down Under w 2004. Pamiętam, że była tam bardzo luźna atmosfera i od samego początku bardzo podobało mi się to, że mogę podróżować i zwiedzać świat. Wtedy był to pięciodniowy wyścig, nie miał jeszcze takiego prestiżu i pomyślałem wtedy, że jeśli każdy wyścig tak wygląda to mogę się ścigać do 50. roku życia. 

Oczywiście, szybko uświadomiłem sobie w kolejnych startach, w belgijskich jednodniówkach, że kolarstwo nie wygląda tak jak mój pierwszy wyścig. Debiut wśród zawodowców był czymś bardzo przyjemnym. Co ciekawe, w Australii raz rzuciłem z podium bukiet kwiatów w tłum kibiców i jak się potem dowiedziałem, złapała go Phoebe [Haymes, Dyrektor ds. Komunikacji w CCC Team]. Można zatem powiedzieć, że historia zatoczyła koło. 

Sukces w Wielkich Tourach

Po raz pierwszy wystartowałem w Wielkim Tourze w 2008 roku, w piątym sezonie jako zawodowiec, gdyż na początku mojej kariery ścigałem się w mniejszych ekipach, które nie brały udziału w trzytygodniowych imprezach. Nie liczyłem wtedy na to, że załapię się do składu na Tour, ale byłem wtedy w dobrej dyspozycji i ukończyłem ten wyścig na 21.miejscu. Fajnie było rywalizować z najlepszymi na świecie i od tamtej pory zawsze celowałem z formą na Tour de France. Po tamtej edycji moje nazwisko zaczęło być rozpoznawalne w Holandii i ogólnie w świecie kolarskim. Wszyscy oglądają Wielką Pętlę i potem kilka razy byłem najlepszym z Holendrów. 

Tour de France to mój ulubiony z Wielkich Tourów. Oglądałem go jako mało chłopak i start w nim był moim marzeniem. Dojechałem do Paryża dziesięć razy, a w 2014 uplasowałem się w czołowej dziesiątce. Jestem dumny z tych liczb. 

Poza moimi indywidualnymi osiągnięciami, byłem członkiem zwycięskich drużyn w Giro d’Italia, gdy wygrywali Denis Menchov i Tom Dumoulin. Każdy z tych wyścigów to było zupełnie inne doświadczenie. Wiele się nauczyłem od Denisa, który za dużo nie mówił, ale obserwowałem jego dietę i sposób w jaki się prowadził. Bycie częścią tej ekipy było dla mnie dobrą lekcją. Gdy triumfowaliśmy z Tomem, który jest moim dobrym przyjacielem, moje odczucia były inne. Stawiam to zwycięstwo na szczycie listy, wliczając w to nawet moje indywidualne dokonania. Było to wyjątkowe przeżycie. 

Od ucznia do nauczyciela

Gdy zaczynałem karierę zawsze uczyłem się poprzez podpatrywanie innych i czasami zadawałem pytania. Teraz, staram się być mentorem dla młodszych zawodników. 

Bardzo dobrze dogadywałem się w tym roku z młodą częścią CCC Team i zawsze, gdy mnie o coś pytali, starałem się odpowiedzieć na tyle dobrze, na ile byłem w stanie. Miałem podobną relację z Dumoulinem, czy też Samem Oomenem. W Rabobanku, bardziej dawałem innym przykład niż uczyłem, gdyż w tamtym okresie skupiałem się na moich indywidualnych osiągnięciach. 

Fajnie jest wiedzieć, że inni ludzie widzą we mnie kogoś, od kogo mogą się wiele nauczyć, kogo można naśladować i od kogo można otrzymać wartościowe rady. Mam również magistra w trenowaniu, ale nie planuję w najbliższym czasie tym się zajmować, choć tego nie wykluczam w kolejnych latach. Na pewno nadal będę jeździł na rowerze gravelowym i być może kiedyś stworzymy firmę trenerską Live Slow Ride Fast. 

Korzystanie z okazji 

Kolarstwo dało mi fantastyczną platformę, która otworzyła przede mną wiele możliwości. Zawsze byłem bardzo aktywny w mediach społecznościowych. W 2009 założyłem konto na Twitterze, jestem widoczny na Instagramie i czasami też na Facebooku. Mój podcast pozwolił mi zbudować społeczność słuchaczy i także Strava jest dla mnie platformą społecznościową.

To co mnie motywowało, by być tak aktywnym jest to, że jako młody chłopak też bardzo bym chciał śledzić swoich idoli. Potrafię sobie wyobrazić jak bym się zachowywał, gdyby byli oni tak otwarci jak ja. Na pewno wstawałbym o 7 rano i jeździł na Zwift, jeśli moi idole też by tak robili. 

Myślę, że wielu osobom podoba się to, co robię na moich kanałach. Pogubiłem się już w obliczeniach, ile otrzymałem listów, wiadomości, maili od ludzi, którzy uwielbiają mój podcast, moją kawę i LtD Gravel Raid. Uważam, że idea Live Slow Ride Fast jest bliska wielu osobom, ale bez kolarstwa kto wie, czy byłbym w stanie zbudować taką społeczność.

Cały czas bardzo lubię jeździć na rowerze i zaraz po Lombardii wybiorę się na wycieczkę na południe Włoch. To będzie dla mnie wyjątkowy czas, gdyż zrobię przeskok z zawodowego kolarstwa w kolarstwo przygodowe. Właśnie to chciałbym robić w przyszłości, by zastąpić zawodowstwo, ale nadal czerpać radość z roweru. Chciałbym na przykład wziąć udział w takich imprezach jak Dirty Kanza, Cape Epic, czy czymś innym szalonym. To będzie fajne. 

Rzeczy za którymi będę tęsknił

Na pewno masaże w wykonaniu Freddy’ego [Viane], czy też Tona [de Vaana] będą czymś za czym będę tęsknił. Będę też tęsknił za niesamowitym jedzeniem, które serwowali nasi kucharze w ekipie oraz za tym, że wyrzucasz worek z brudnym strojem i błyskawicznie wraca do ciebie wyprany. Fantastyczne było też to, że za każdym razem miałeś umyty rower, niezależnie od tego, o której przyjeżdżało się do hotelu. Zawsze byłem mechanikom za to ogromnie wdzięczny. Będzie mi też brakowało podróżowania z zespołem, spędzanego razem czasu, wspólnych posiłków i rozmów przy stole. Na pewno będę tęsknił za profesjonalnym ściganiem oraz kolarską formą. Dalej będę jeździł po szutrach, ale prawdopodobnie już nigdy nie będę tak wycieniowany jak teraz. Postaram się jednak opóźnić tę zmianę możliwie najdłużej. 

To, czego nie będzie mi brakowało to ryzyko wypadku i bycie z dala od domu przez długi czas. Dziś, gdy rozmawiamy, mijają dwa tygodnie odkąd widziałem się z moją rodziną, więc cieszę się, że będę mógł być z nimi częściej i że czas z nimi będzie dla mnie priorytetem. 

Słowa mądrości

Najważniejszą radę, jaką dałbym młodemu, zawodowemu kolarzowi to po prostu czerp radość z jazdy. Cały czas to robię i robi mi się smutno, gdy słyszę o zawodnikach, którzy po przejściu na emeryturę nie dotykają już roweru lub nie czerpią z jazdy takiej przyjemności.

Czasami trzeba zapomnieć o watach i po prostu pedałować. Słyszę historie o zawodnikach, którzy robią tylko interwały, a prawda jest taka, że w moich najlepszych latach robiłem może dziesięć treningów interwałowych rocznie, a resztę sezonu jeździłem dla przyjemności. Cieszę się, że kończę karierę nadal kochając jazdę na rowerze. Przeszedłbym na emeryturę znacznie wcześniej, gdybym nie czuł miłości do tego sportu. 

Ostatnie przemyślenia

Jestem osobą, która łatwo podejmuje decyzje. Nigdy nie miałem z tym problemów. W swoim życiu kupiłem dwa domy, wcześniej łącznie oglądając tylko trzy. To jeden przykładów na to. Jestem też ze swoją pierwszą dziewczyną już 20 lat. Jeśli wiem, że coś jest dla mnie dobre, to wiem to na pewno i tak też czuję się dziś, gdy kończę karierę. Niczego nie żałuję. 

Czerpałem wiele przyjemności w ostatnich tygodniach, miesiącach i tym sezonie w profesjonalnym peletonie, ale pogodziłem się z tą decyzją. Już czas odejść. Uwielbiałem ten styl życia i tę pracę do samego końca, ale w niedzielę rano, po Il Lombardia będę tak samo szczęśliwy jak przed wyścigiem. To była wspaniała przygoda i nigdy bym nie pomyślał, że będzie trwała tak długo. 

Powiązane artykuły