View Article View Article

Droga Kamila Gradka do Roubaix 

– Wyścig dookoła Flandrii to było znakomite przeżycie. Do tej pory mogłem tę imprezę śledzić tylko na ekranie telewizora, a teraz sam mogłem w nim wystartować. Właśnie dla takich momentów tak ciężko się pracuje i do tego dąży się przez całą karierę – mówi Kamil Gradek. Na początku swojej przygody z kolarstwem, gdy trenował w klubie Błękitni Koziegłowy lub GKS Cartusia Kartuzy, regularnie startował on w wyścigach przełajowych. Umiejętności tam zdobyte pomagają mu teraz na brukowanych, belgijskich i francuskich trasach, gdzie technika zdecydowanie się przydaje. 28-latek wciąż czuje sentyment do cyclocrossu i zimą chętnie wraca na swój rower przełajowy, przemierzając leśne ścieżki. 

– Flandria i Roubaix to dwa takie wyścigi, które zawsze oglądałem, gdy byłem dzieckiem, czy nastolatkiem. Wychowałem się na pojedynkach Toma Boonena i Fabiana Cancellary, którzy wygrywali tam kilkakrotnie. Śmieję się, że tegoroczne Ronde van Vlaanderen było co prawda moim pierwszym startem w tym wyścigu, ale nie czułem się jak debiutant. Znałem trasę bardzo dobrze, bo co roku dokładnie śledziłem przebieg rywalizacji w telewizji i wiedziałem w jaki sposób pokonywać konkretne podjazdy, jakim torem jechać, itp. – tłumaczy. 

Gradek jest też dobrze przygotowany do Paryż-Roubaix, tym bardziej, że ma za sobą rekonesans kluczowych odcinków brukowych. – Wiele się nasłuchałem o tym, jak ta kostka jest brutalna i faktycznie jest wymagająca, ale nie było aż tak źle. Byłem pozytywnie zaskoczony tym, jak mi się jechało na tych sektorach. Wiadomo, trening a wyścig to zupełnie inna bajka, ale czuję się przygotowany. Paryż-Roubaix rządzi się swoimi prawami i inni kolarze powtarzają, że samo niezłapanie gumy, czy brak innych defektów, jest już dużym sukcesem. 

Awans do UCI WorldTour

Gradek przez dwa sezony reprezentował ekipę o statusie ProContinental, m.in. w zeszłym roku, gdy ścigał się w barwach CCC Sprandi Polkowice. Miał zatem okazję zakosztować rywalizacji z czołowymi kolarzami na świecie. Jazda w ekipie UCI WorldTour to już jednak zdecydowanie większe wyzwanie. 

– Gdy dowiedzieliśmy się o tym, że firma CCC dołączy jako sponsor do UCI WorldTour, wiedziałem, że to będzie dla mnie duża szansa. Byliśmy wtedy w Livigno na zgrupowaniu, gdy ta informacja została potwierdzona. Był to dla mnie zastrzyk motywacji na drugą część sezonu. O tym, że dołączę do ekipy dowiedziałem się przed jazdą drużynową na czas o mistrzostwo świata. Na pewno taka wiadomość tuż przed startem nie zaszkodziła – wspomina Gradek.  

Monumentalne wyzwanie

Z uwagi na swoje predyspozycje do jazdy na brukach, w trudnym, ale nie górskim terenie, od początku był w szerokim składzie na wiosenne wyścigi. Ostatecznie dzięki włożonej pracy i sumiennemu wypełnianiu swoich obowiązków, zdołał wywalczyć miejsce w ekipie na te najważniejsze klasyki. Teraz jest jednym z pomocników Grega Van Avermaeta i odgrywa istotną rolę w jego staraniach o najwyższe lokaty. 

– Od samego początku, od pierwszych zgrupowań starałem się podchodzić do wszystkiego bardzo profesjonalnie. Przykładałem się do każdego elementu, wierząc, że w przyszłości przełoży się to na jak najwyższą formę. Wiedziałem, że drużyna nastawia się na wiosenne klasyki i gdzieś tam po cichu liczyłem na to, że załapię się do składu. Zdawałem sobie jednak sprawę z tego, że będzie to bardzo trudne zadanie. Robiłem swoje, ciężko pracowałem, starałem się wywiązywać ze swoich zadań podczas wyścigów i najwidoczniej zostało to docenione. Marzyłem o starcie w jednym z Monumentów. Jeden mam już za sobą, a teraz nadchodzi kolejny, Roubaix.

 

Rola w zespole

W drużynie UCI WorldTour rola każdego kolarza jest dokładnie określona. Gradek odpowiada za pierwszą fazę zmagań, w której opiekuje się liderem i ma mu pomóc dojechać do decydującej końcówki na jak najlepszej pozycji. 

– Odpowiadam m.in. za początek wyścigu, gdy trzeba się szybko zorientować, kto jest w ucieczce i podjąć decyzję o pogoni lub jej odpuszczeniu. Później pomagam liderowi, by zachował jak najwięcej sił i był z przodu przed kluczowymi momentami. Jest to zadanie, które wiem, że muszę wykonać. 

Awans z drugiej dywizji do UCI WorldTour to duży przeskok dla zawodnika, a co za tym idzie to też inne cele i wyzwania. – Nigdy nie miałem w swojej ekipie tak wyraźnego lidera, który jest głównym faworytem w najbardziej prestiżowych wyścigach na świecie. Wiąże się z tym większa presja i odpowiedzialność. Wspieranie Grega, mistrza olimpijskiego i triumfatora Paryż-Roubaix, to też coś o czym nawet nie marzyłem jeszcze kilka lat temu – podsumowuje Gradek dzień przed „Piekłem Północy”. 

Zdjęcia: CorVos

Powiązane artykuły