View Article View Article

Alessandro De Marchi: “Najtrudniejszy moment mojej kariery”

Niestety kolejnego dnia, dla Włocha wyścig się zakończył. Brał on udział w poważnej kraksie, w której złamał obojczyk oraz żebro, a także doznał urazu płuca. To się nazywa kolarski roller-coaster.

Pęknięty obojczyk wymagał operacji, która odbyła się w następnym tygodniu, a po niej potrzebne było kilka miesięcy rehabilitacji. Potem Włoch poddał się kolejnemu zabiegowi, wyjęcia płytki z obojczyka, który miał miejsce 30 października. Teraz, De Marchi jest gotowy do tego, by wrócić na swój najwyższy poziom.

Kontuzja kończąca sezon

„Od razu wiedzieliśmy, że kraksa była poważna i zdawaliśmy sobie sprawę, że proces dochodzenia do zdrowia będzie długi. Na początku jednak, liczyliśmy na to, że będzie trochę łatwiej, niż potem się okazało. Cztery, czy pięć tygodni po kraksie zrozumieliśmy, że płytka w obojczyku może być problematyczna, głównie z powodu pozycji na rowerze. Byliśmy świadomi ryzyka związanego z kolejną kontuzją w tym samym miejscu. Mając to na uwadze uznaliśmy, że nie powinienem się już ścigać w tym sezonie i skupiliśmy się na przygotowaniach do 2020. Płytka miała spory wpływ na mój organizm, ponieważ utrudniała spanie i na początku także żebra bardzo mnie bolały. Ogólnie rzecz biorąc zwykłe codzienne czynności wiązały się z dużym dyskomfortem w pierwszym miesiącu. Spędziliśmy dużo czasu na rehabilitacji i teraz, po wyjęciu płytki, proces dochodzenia do zdrowia powinien być szybszy. Po tygodniu lub dziesięciu dniach lżejszych treningów, powinienem być w stanie wrócić do normalnego obciążenia.”

 

 

Powrót na siodełko

„W ostatnich pięciu, czy sześciu latach nigdy nie byłem w sierpniu lub we wrześniu w domu, więc było to dosyć dziwne uczucie. Fajnie jednak było spędzić czas z rodzinę. Po 50 dniach od kraksy byłem w stanie wsiąść na rower. Zacząłem czuć się lepiej i to pomogło mi w tym, by rozpocząć planowanie kolejnego sezonu. Z uwagi na pozycję na rowerze, jazda sprawiała sporo bólu, ale tak czy tak czułem wtedy ulgę i radość. To były tylko 50-kilometrowe przejażdżki, ale było to ważne dla mojego morale.”

Sprawdzian

„To był najtrudniejszy moment w mojej karierze. Nauczył mnie on tego, że kraksy to element naszej pracy i coś czego czasami nie jesteśmy w stanie uniknąć. Przez około dziesięć lat zawodowej kariery miałem sporo szczęścia, ale tego upadku nigdy nie zapomnę. Myślę, że po tym incydencie będę nieco mądrzejszy. Im starszy człowiek się staje, tym więcej siły znajduje w sobie, by radzić z takimi sytuacjami. Teraz zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji. Gdy jesteś młodszy, podejmujesz większe ryzyko. Mam nadzieję, że uda mi się wrócić do poziomu, który prezentowałem dzień przed kraksą, albo być nawet lepszym i silniejszym.”

Patrząc na 2020

„Nie mogę się doczekać, by zobaczyć jak będę się zachowywać, gdy znowu zacznę się ścigać. Cały czas trochę się tego boję. Myślę, że powrót do idealnej formy wyścigowej zajmie mi kilka miesięcy i będę musiał popracować nad moją pewnością siebie, gdyż nie ścigałem się od pół roku. Mocno skupiam się na tym, by zacząć sezon w dobrej formie, a potem realizować cele związane z wiosennymi klasykami, być może Tour de France i mam nadzieję igrzyskami w Tokio.”

Powiązane artykuły